K
Jacek Saryusz-Wolski
20.02.2015
Umowa TTIP jest dla Europejczyków „gospodarczym NATO”

O korzyściach płynących z umowy TTIP, priorytetach europejskiej polityki zagranicznej i potrzebie mówienia jednym głosem w zakresie konfliktu ukraińskiego ze Sławomirem Niedźwieckim rozmawia eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski.

W PE reprezentuje Pan Europejską Partię Ludową. Proszę przedstawić główne założenia programowe Pańskiego ugrupowania wobec kwestii budowy, czy raczej umacniania Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE?

Europejska Partia Ludowa opowiada się za umocnieniem Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE. Świat staje się wielobiegunowy – Zachód traci relatywnie na znaczeniu, a coraz poważniejszą rolę odgrywają wschodzące mocarstwa, takie jak Chiny czy Indie. Coraz groźniejsze są zjawiska o charakterze transgranicznym, jak międzynarodowy terroryzm czy zmiany klimatyczne. Liberalny porządek światowy, oparty na poszanowaniu praw człowieka i silnych międzynarodowych instytucjach jest kwestionowany przez kraje, takie jak Rosja. Żadne państwo członkowskie UE nie jest w stanie prowadzić skutecznej polityki zagranicznej samotnie, nawet największe z nich. Głos 28 państw występujących wspólnie, w duchu solidarności, jest natomiast słyszalny.

UE dysponuje szeregiem atutów na arenie międzynarodowej. Kluczowa jest natomiast polityczna wola ich użycia oraz zdolności do koordynacji rozmaitych polityk – bezpieczeństwa, rozwojowej, pomocy humanitarnej oraz skutecznego stosowania instrumentów politycznych i finansowych w najbliższym sąsiedztwie Unii. Zwiększenie liczby obszarów, w których decyzje podejmowane są kwalifikowaną większością głosów w miejsce dotychczasowej procedury jednomyślności umożliwiłoby skuteczniejszą i szybszą reakcję UE w sytuacjach kryzysowych. Głosowanie większością kwalifikowaną utrudniłoby także prowadzenie przez niektórych partnerów UE polityki „dziel i rządź”. Europejska Partia Ludowa w swoim programie wyraźnie podkreśla, że UE musi wzmocnić i zwiększyć skuteczność Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), jako swojego najważniejszego narzędzia polityki zagranicznej. Jest również zdania, że konieczny jest także rozszerzony nadzór Parlamentu Europejskiego nad Wspólną Polityką Zagraniczną i Bezpieczeństwa.

1 grudnia 2009 r. wszedł z życie Traktat z Lizbony, który wprowadził wiele zmian w zakresie WPZiB. Powołano urząd Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, który stoi na czele Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych – nowej unijnej służby dyplomatycznej. Jaki wpływ, Pana zdaniem, ma ta reforma na pozycję UE w świecie?

Traktat z Lizbony wzmocnił pozycję UE na świecie. Powołanie Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa oraz pozostającej do jego dyspozycji służby dyplomatycznej traktować należy, jako zaledwie pierwszy krok ku umacnianiu wspólnej europejskiej polityki zewnętrznej UE. Traktat lizboński nie tylko ułatwił proces podejmowania decyzji, ale także wyposażył UE w zasoby ludzkie, których zadaniem jest prowadzenie długoterminowych działań zmierzających do wsparcia unijnych przedsięwzięć w takich obszarach jak polityka handlowa czy promocja praw człowieka. Otworzenie przedstawicielstw UE na całym świecie sprawiło, że wiele państw członkowskich było po raz pierwszy zmuszonych realnie przemyśleć swoją obecność na kontynencie afrykańskim, w Azji czy Ameryce Łacińskiej. Nadało to działaniom europejskim wymiar globalny. Oczywiście, budowa WPZiB jest procesem długotrwałym. Na jego optymalne wyniki wciąż pozostaje nam poczekać, a sprawny aparat urzędniczy nie jest w stanie zastąpić woli politycznej i wspólnej wizji polityki zagranicznej oraz konsekwencji w jej realizacji. Do tego potrzebna jest silna determinacja wszystkich państw członkowskich UE.

Jakie jest Pańskie zdanie w sprawie trybu wyboru Wysokiego Przedstawiciela? Procedura jego powoływania wywołała niezadowolenie wśród wielu środowisk. Również sama kandydatura Catherine Ashton na ten urząd budziła kontrowersje. Co Pan sądzi o trybie powoływania szefa unijnej dyplomacji?

Stanowisko Wice-Przewodniczącego Komisji Europejskiej i Wysokiego Przedstawiciela do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa zostało utworzone na mocy Traktatu Lizbońskiego, który wszedł w życie w 1 grudnia 2009. Nominacja na to stanowisko przez Radę Europejską poddawana jest następnie przesłuchaniom w Parlamencie Europejskim. Ostateczną akceptację wyraża Parlament Europejski w głosowaniu nad poparciem proponowanego całego składu kolegium komisarzy. Baronessa Ashton wzbudzała kontrowersje od momentu nominacji przez Radę, a przesłuchania przed Parlamentem nie rozwiały tych wątpliwości. Jej wybór był świadectwem braku gotowości państw członkowskich na powołanie silnego lidera w sprawach zagranicznych, który prowadziłby w imieniu państw członkowskich zdecydowaną politykę zagraniczną.

Proszę dokonać wstępnej, zwięzłej oceny działalności i skuteczności Catherine Ashton, jak i podległej jej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych.

Europejska Służba Działań Zewnętrznych została stworzona rok po objęciu stanowiska Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej przez Catherine Ashton. Jest w związku z tym najmłodszą instytucją UE do spraw zagranicznych i można jej wybaczyć początkową niedoskonałość. Struktury ESDZ zostały zasilone urzędnikami z Brukseli oraz z ministerstw spraw zagranicznych poszczególnych krajów członkowskich. Oczywistym jest, że znalezienie odpowiedniej formy współpracy, zwłaszcza przy nie zawsze sztywnych i przejrzystych ramach instytucjonalnych, musi trwać. Natomiast działalność Catherine Ashton na stanowisku Wysokiego Przedstawiciela i zwierzchnika unijnej dyplomacji, oceniana z perspektywy końca jej mandatu, nie rozwiała początkowych wątpliwości dotyczących jej kompetencji i skuteczności.

Czy Polacy w wystarczającym stopniu zasilają szeregi ESDZ, biorąc pod uwagę potencjał demograficzny naszego kraju?

Polacy są niedoreprezentowani. Pozycja polskich urzędników i dyplomatów w strukturach ESDZ i Komisji Europejskiej jest istotna dla polskich interesów i dlatego należy kontynuować promocję zatrudnienia i awansu Polaków na decyzyjne stanowiska, zgodnie z zasadą równowagi geograficznej, o którą walczyliśmy w poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego. Liczba Polaków zatrudnionych w ESDZ oscyluje w granicach 90-100 osób i jest znacząco poniżej proporcjonalnej kwoty. Jednym z priorytetów polskiej dyplomacji powinno być wzmocnienie zarówno tej liczby, jak i rangi obejmowanych przez Polaków stanowisk.

Jak Pan wspomina współpracę Parlamentu Europejskiego z ESDZ w pierwszych latach jej istnienia? Czy Parlament jest zadowolony z tej współpracy?

Początkowa współpraca z ESDZ nie była doskonała, ze względu na niejasną organizację wewnętrzną samej ESDZ. Zauważalny jest jednak postęp i liczę na jeszcze lepszą współpracę w nowej kadencji. Jest to jedna z kwestii, która była poruszona podczas przesłuchania ówczesnej kandydatki na stanowisko Wysokiej Przedstawiciel, Pani Mogherini, której kandydatura również nie była bez kontrowersji, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej stanowisko wobec Rosji i jej inwazji na Ukrainę, jak również wypowiedzi dotyczące gazociągu South Stream.

Jest Pan byłym Przewodniczącym, teraz członkiem Parlamentarnej Komisji ds. Zagranicznych AFET, która liczy sobie ok. 140 członków. To najliczniejsza komisja w liczącym obecnie 751 posłów PE. Jak wiadomo, polityka zagraniczna nie jest jedną z głównych prerogatyw UE, tym bardziej nie jest uwspólnotowiona. Jak Pan wyjaśni popularność tej komisji wśród eurodeputowanych?

Przede wszystkim na tych 140 posłów, tylko połowa – tj. 71 posłów jest pełnymi członkami, którzy biorą udział w wysoko wyspecjalizowanych dyskusjach dotyczących różnorodnych aspektów polityki międzynarodowej oraz miejsca Unii na arenie globalnej. Jest to komisja nie tylko o wysokim prestiżu (stąd CZŁONKOSTWO w niej między innymi wielu byłych szefów rządów i państw, ministrów spraw zagranicznych), ale również komisja posiadająca klarowne i istotne kompetencje w prowadzeniu, kształtowaniu i kontrolowaniu polityki zagranicznej Unii Europejskiej. To my, europosłowie wyrażamy zgodę na ratyfikację umów, w tym stowarzyszeniowych, Unii z krajami trzecimi, wysyłamy misje obserwacyjne poza nasze granice, prowadzimy dyplomację międzyparlamentarną czy wyznaczamy główne kierunki, w jakich polityka zagraniczna UE powinna być prowadzona, przesłuchujemy unijnych ambasadorów.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego wiedzą, że Unia prowadzi realne, chociaż może niekiedy mało medialne, działania na arenie międzynarodowej i chcą uczestniczyć w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Ostatnie miesiące pokazały, że Parlament Europejski jest również w stanie wywierać presję na państwa członkowskie i Komisję Europejską, by te szybciej reagowały na procesy zachodzące w naszym sąsiedztwie. Ważnym instrumentem, w ramach którego PE wywiera wpływ na politykę Komisji, są również przesłuchania i zatwierdzenia nowych komisarzy, a przed Komisją Spraw Zagranicznych staje ich kilkoro – nie tylko Wysoka Przedstawiciel Mogherini, ale również m.in. komisarz ds. negocjacji EPS i rozszerzenia Johannes Hahn, komisarz ds. współpracy międzynarodowej i rozwoju – Neven Mimica, czy komisarz ds. pomocy humanitarnej i zarządzania kryzysowego, Christos Stylianides. Warto zauważyć, że PE wielokrotnie przyjmował odmienną optykę od Rady czy Komisji Europejskiej, silniej akcentując kwestie przestrzegania praw człowieka, wzywając do aktywniejszej polityki w wymiarze wschodnim i południowym czy zwracając uwagę na problemy państw najsłabiej rozwiniętych oraz kwestie bezpieczeństwa i obrony. Głos Parlamentu, w tym komisji spraw zagranicznych, jako ciała reprezentującego obywatelski wymiar integracji europejskiej, ma bardzo istotne znaczenie i stąd wynika zapewne to zainteresowanie.

Jedną ze strategii polityki zagranicznej UE jest Europejska Polityka Sąsiedztwa. W jej ramach są realizowane dwa główne, niejako konkurencyjne wobec siebie wymiary: Partnerstwo Wschodnie oraz Unia na rzecz Regionu Morza Śródziemnego. Państwa członkowskie są podzielone w kwestii priorytetowego traktowania tych elementów. Jest Pan znanym orędownikiem wschodniego wymiaru unijnej polityki sąsiedztwa. A co z naszymi południowymi sąsiadami?

Stabilne sąsiedztwo to gwarancja bezpieczeństwa Unii Europejskiej i jej krajów członkowskich. Dla Polski bezpośrednim sąsiadem są kraje graniczące z UE na Wschodzie i stąd priorytetem jest unijny program Partnerstwa Wschodniego. Oba regiony są jednak istotne dla UE z punktu widzenia jej bezpieczeństwa i dobrobytu. Różnią się między sobą pod wieloma względami, w tym natury ich relacji z UE. Partnerstwo Wschodnie wymaga większej uwagi ze względu na stosunkowo krótszą historię istnienia. Dodatkowo, obecnie jest ono obszarem priorytetowym ze względu na dynamiczne wydarzenia na Ukrainie i zagrażającą całej Unii Europejskiej postawę Rosji oraz jej znaczny wpływ na stabilność tego regionu.

Dużo uwagi poświęca Pan obecnej sytuacji na Ukrainie. Jaka powinna być reakcja UE na kryzys ukraińsko-rosyjski i w jaki sposób Wspólnota powinna przemawiać jednym głosem w tej sprawie? Czy jest to możliwe przy obecnych rozwiązaniach instytucjonalnych?

Jedyną skuteczną odpowiedzią Unii Europejskiej na wojnę na Ukrainie jest mówienie jednym głosem, jedność w działaniu Unii w świetle rosyjskiej agresji. Unia musi działać z poszanowaniem traktatów i wykorzystując instrumenty, którymi z prawnego punktu widzenia dysponuje. Przykładem tych działań są sankcje nakładane na Rosję. Niestety ostatnie miesiące pokazały, że nie wszystkie kraje członkowskie zdają się podzielać konieczność szybkiej wspólnej reakcji. Dlatego też wypracowywanie wspólnego stanowiska w kwestiach zagranicznych z pewnością stanowi jedno z głównych wyzwań nowego przywództwa instytucji europejskich. Mianowanie Donalda Tuska na kluczowe stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej już stanowi sygnał podkreślający wagę postulatów naszego regionu w obliczu agresywnej polityki Rosji.

Aktualnie trwają negocjacje ws. zawarcia Transatlantyckiego Partnerstwa na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP). Jak ocenia Pan bilans korzyści i strat w związku z wejściem w życie tej umowy o największej na świecie strefie wolnego handlu?

Transatlantyckie Partnerstwo na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP) ma kluczowe znaczenie, tak dla Unii Europejskiej, jak i Stanów Zjednoczonych. Nie bez powodu umowa ta nazywana jest „ekonomicznym NATO” – bezprecedensowym porozumieniem, które ma wielki potencjał, by zapewnić Europie w dłuższej perspektywie czasu dobrobyt, wzrost gospodarczy i miejsca pracy na niespotykaną dotąd skalę. W obliczu problemów, jakie napotykają wielostronne negocjacje toczone w ramach Światowej Organizacji Handlu, TTIP stanowi realną szansę na liberalizację handlu transatlantyckiego.

Porozumienie to jest istotne przynajmniej z trzech powodów: po pierwsze, przyniesie konkretne korzyści gospodarcze, wynikające z obniżenia cel, likwidacji barier biurokratycznych i harmonizacji standardów prawnych. Wedle szacunków Komisji Europejskiej, na podpisaniu porozumienia ze Stanami UE może zyskać ok. 120 mld euro, czyli 0,5% PKB. Po drugie, TTIP może wzmocnić pozycje uzgodnionych norm euroatlantyckich, jako podstawy dalszej harmonizacji standardów podczas wielostronnych negocjacji toczonych już w ramach WTO. Po trzecie zaś, porozumienie między UE a USA stanowiłoby umowę spajającą Sojusz Północnoatlantycki, nadając stosunkom transatlantyckim silniejszy wymiar gospodarczy. W obliczu przesuwania się ciężkości światowej gospodarki na obszar Azji-Pacyfiku i spadku zainteresowania naszym regionem w Waszyngtonie, wzmocnienie transatlantyckich powiązań handlowych oznacza pośrednio wzmocnienie NATO i bezpieczeństwa europejskiego. Nie należy zatem patrzeć na tę umowę jedynie przez pryzmat korzyści gospodarczych i handlowych, ale jako element wzmacniający nasze bezpieczeństwo i wpływający na geopolitykę.

Polska jako członek UE współuczestniczy w tworzeniu WPZiB. Jaka powinna być rola polskich władz na tej płaszczyźnie integracji europejskiej?

Polska powinna dalej angażować się w rozwój Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE, widząc w niej dodatkową gwarancję własnego bezpieczeństwa i stabilności na kontynencie. Symptomatyczna w tej kwestii jest ewolucja postawy wobec WPZiB, mająca miejsce w ostatniej dekadzie. Mimo początkowego, ostrożnego sceptycyzmu powodowanego obawą przed powielaniem zadań NATO, Warszawa konsekwentnie podkreśla jednak jej komplementarność wobec działań Sojuszu. Z naszego punktu widzenia, istotne są zarówno misje wojskowe WPZiB, zmierzające do ustabilizowania sytuacji w sąsiedztwie UE, tak jak miało to miejsce na Bałkanach czy w Gruzji, jak i cywilny wymiar unijnej polityki bezpieczeństwa. Polska silnie zaangażowała się w operacje policyjne, działania wzmacniające funkcjonowanie państwa prawa, czy też zapobieganie konfliktom zbrojnym poprzez monitorowanie sytuacji przygranicznej. Ta polityka powinna być kontynuowana.

Jednocześnie powinniśmy podkreślać znaczenie europejskiej solidarności, wynikające z art. 222 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, pamiętając, że bezpieczeństwo w Europie ma charakter niepodzielny. Istotnym obszarem polskich działań winien być także regionalny wymiar WPZiB, współpraca z państwami Grupy Wyszehradzkiej w zakresie wspólnych zakupów wojskowych lub ćwiczeń oraz tzw. niemilitarne aspekty bezpieczeństwa, jak cyberterroryzm. W polskim interesie leży takie wpływanie na wspólną politykę zagraniczną UE, by ta była jak najsilniejszą polisą ubezpieczeniową naszego kraju i by jej cele były jak najbliższe polskim priorytetom. Testem dla WPZiB i polskiego dla niej poparcia będzie to czy zostaną użyte jej instrumenty wobec kryzysu na Ukrainie. WPZiB powinna działać na wszystkich kierunkach geograficznych, biorąc pod uwagę interesy bezpieczeństwa wszystkich krajów UE.

Czy europeizacja polskiej polityki zagranicznej służy naszym interesom narodowym?

Europeizacja polskiej polityki zagranicznej jest dla nas korzystnym procesem zakładając, że mamy znaczący wpływ na kształt europejskiej polityki zagranicznej. Kluczowym elementem tego procesu jest konieczność jasnego wytyczenia polskich priorytetów, by następnie w taki sposób wpłynąć na naszych unijnych partnerów – zarówno kraje członkowskie, jak i instytucje UE, by polityka europejska była jak najbliższa naszym interesom, ale skuteczniejsza, bo prowadzona wspólnie. Wiele zależy zatem od tego, do jakiego stopnia jesteśmy w stanie wpływać na organy unijne oraz europejskich partnerów. Sztandarowym przykładem takiego dotychczasowego działania – europeizacji polskich priorytetów polityki zagranicznej – jest projekt Partnerstwa Wschodniego. Podobną rolę może odgrywać unia energetyczna. Przeformułowanie tradycyjnych celów polskiej polityki zagranicznej, takich jak utworzenie warunków do stabilnego i demokratycznego rozwoju w Europie Wschodniej i na Kaukazie czy uzyskanie bezpieczeństwa energetycznego na język wspólnej europejskiej polityki zagranicznej, umożliwiało do tej pory ich skuteczniejszą – bo wspartą potencjałem UE – realizację. Proces europeizacji nie jest grą zero-jedynkową: wzmocnienie Unii w zakresie polityki zagranicznej, oraz umiejętne jej kształtowanie, jest sposobem na realizację polskiego interesu w długim okresie.

 

rozmawiał Sławomir Niedźwiecki

 

 


Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w  komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy