K
Mariusz Kasiński
07.06.2016
Ukraina na wojnie z korupcją

O przyczynach problemów gospodarczych i wzroście nastrojów prorosyjskich na Ukrainie oraz o podwójnej grze prowadzonej przez Białoruś, z analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Danielem Szeligowskim, rozmawia Mariusz Kasiński.

Do finału konkursu o Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego zakwalifikowała się ostatnio książka pt. „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę”. Jej autorzy, Michał Potocki i Zbigniew Parafianowicz wskazują na olbrzymią korupcję za naszą wschodnią granicą, wynosząc ten problem do statusu poważniejszego niż konflikt zbrojny w Donbasie i aneksja Krymu. Czy osobiście miał Pan do czynienia z korupcją na Ukrainie? Czy Pana zdaniem, pukająca do bram zjednoczonej Europy Ukraina będzie w stanie rozprawić się z tym problemem? Jak będzie z Ukrainą i jak jest obecnie?

Problem korupcji jest bardzo poważny. Niestety wydaje mi się, że zarówno Ukraina, jak i UE źle zabierają się za jego rozwiązanie. Podejmuje się próby zdławienia korupcji „odgórnie”, rozpoczynając od stolicy, urzędników. Trzeba to robić, jednak sedno problemu leży gdzie indziej. Badania przeprowadzone wśród zwykłych mieszkańców Ukrainy dowodzą, że duża część społeczeństwa nie rozumie pojęcia korupcji, często otwarcie przyznaje się nawet do czynów korupcyjnych, będąc przekonanym, że to nic złego. Zwykle nie używa się pojęcia „łapówka”. Traktuje się ją bowiem jako swego rodzaju „wynagrodzenie”, zapłatę za skuteczne i szybkie załatwienie danej sprawy. Taka czynność uchodzi za niezbędną i nie jest postrzegana jako czyn nielegalny. Co więcej, duża część Ukraińców uważa, że korupcja scala państwo ukraińskie, a bez niej administracja państwowa nie byłaby w stanie funkcjonować. Tak więc moim zdaniem bez uświadomienia zwykłym obywatelom czym jest korupcja, nie da się rozwiązać tego problemu. Ukraińcy pytani w sondażach o to, kto jest odpowiedzialny za walkę z korupcją wskazują na rząd i prezydenta. Tymczasem walka z korupcją powinna toczyć się w domu, w świadomości obywatela, nie w gabinetach polityków.

Wielokrotnie spotkałem się z łapówkami na Ukrainie, zwłaszcza w dawnej służbie drogowej, gdzie ich wymuszanie było codziennością. Zwykle dotyczyło to zachodniej Ukrainy. Wybierając się do Lwowa samochodem z polskimi tablicami rejestracyjnymi można było z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać, że zostaniemy zatrzymani przez ukraińską drogówkę. W dużej mierze wynikało to z faktu, że Polacy z terenów przygranicznych, których głównym zajęciem był transgraniczny handel, przyzwyczaili tamtejszych funkcjonariuszy do takich praktyk, regularnie płacąc niewielkie kwoty rzędu 10-20 zł „dla świętego spokoju”, chcąc oszczędzić sobie czasu i problemów. Problem korupcji nie dotyczy zresztą tylko sytuacji drogowych. Każda dziedzina życia mieszkańców Ukrainy jest do cna przesiąknięta korupcją. Ukraina jest chyba najbardziej skorumpowanym krajem w Europie i jednym z najbardziej skorumpowanych na świecie. Na ukraińskich uczelniach funkcjonowały nawet specjalne cenniki – oceny z egzaminów można było kupić, jak towar w sklepie. Dobrym przykładem na to, jak bardzo Ukraińcy są przyzwyczajeni do takich zachowań, są historie ukraińskich studentów w Polsce. Jednym z pierwszych pytań, które często zadają oni po przyjeździe jest pytanie o to, gdzie można kupić zaliczenie sesji egzaminacyjnej. Po pewnym czasie młodzi Ukraińcy zaczynają rozumieć zasady panujące w naszym kraju. To fantastyczne zjawisko, efekt psychologiczny. Jeśli Polacy nie muszą płacić, to dlaczego muszą Ukraińcy? To kropla która drąży skałę. Gdy ci studenci wrócą na Ukrainę, będą mieli już inny punkt widzenia.

Czy Ukraina będzie w stanie sprostać korupcji? Na pewno będzie to proces długoterminowy. I wydaje mi się, że nie da się tego problemu rozwiązać po prostu tworząc nowe instytucje. Dopóki nie zostanie zmieniona świadomość obywateli, dopóty problem będzie trwał. Na szczęście ta świadomość powoli ulega zmianie, widać to wyraźnie. Wierzę, że Ukraina zrobi w tym zakresie krok naprzód.

We wspomnianej książce fala manifestacji na Majdanie nazywana jest sosnową rewolucją. Często mówi się też o niej, jako o „rewolucji godności”. Czy to dobra nazwa? Dlaczego?

To dobra nazwa. W tej rewolucji chodziło w końcu o godność zwykłych Ukraińców, o to żeby przestali być traktowani przez polityków i oligarchów, jak obywatele drugiej kategorii. Chodziło o bardzo przyziemne sprawy, np. aby funkcjonariusze i urzędnicy nie nadużywali swoich uprawnień, ten proceder posunął się bowiem za daleko. Walczono o takie wartości jak sprawiedliwość, poszanowanie praw obywatela, co na Ukrainie kojarzone jest z Unią Europejską. Sam przedrostek „euro” na Ukrainie oznacza coś lepszego, można się tam spotkać z takimi stwierdzeniami jak „euroremont”, „eurotechnika” itp.

Micheil Sakaszwili wspominał podczas majowego Kongresu Ekonomicznego w Katowicach historię swojej młodości, gdy jako student wyjeżdżał za granicę i razem z polskimi studentami zazdrościł Ukraińcom posiadanego kapitału. Polacy i Gruzini byli wtedy ubożsi. Teraz Ukraina jest czterokrotnie biedniejsza niż Polska. Czy to efekt tylko zbrojnej konfrontacji z Rosją? Jakie kroki powinna podjąć Ukraina, by móc znów równać się pod względem kondycji narodowej gospodarki choćby z krajami Europy Środkowej?

Problemy ukraińskiej gospodarki mają charakter strukturalny. Zaczęły się jeszcze przed rosyjską agresją, chociaż ta je z pewnością pogłębiła. Należy powiedzieć głośno, że gdyby nie było wojny na wschodzie Ukrainy i aneksji Krymu, Ukraina i tak miałaby problemy gospodarcze. Jeszcze zanim doszło do aneksji półwyspu prezydent Janukowycz i rząd premiera Azarowa negocjowali z MFW pakiet pomocowy, właśnie ze względu na złą sytuację gospodarczą w państwie. Co do tego doprowadziło? Po pierwsze utrzymywanie stałego kursu hrywny do dolara (ok. 8 hrywien za 1 dolara), co spowodowało dramatyczny spadek rezerw walutowych Ukrainy. Drugim czynnikiem była słaba koniunktura na rynkach międzynarodowych, bowiem ukraińska gospodarka w dużej mierze bazowała na eksporcie towarów nieprzetworzonych, których ceny w ostatnich latach znacząco spadły. Trzecim czynnikiem destrukcyjnym dla ukraińskiej gospodarki był bardzo wysoki deficyt budżetowy, który narastał już od 2011 roku. Dziura w budżecie była efektem zwiększenia wydatków socjalnych w czasie rządów Janukowycza, który w ten sposób chciał kupić ukraińskich wyborców. Ponadto rządzący „wyprowadzali” pieniądze bezpośrednio z budżetu państwa.

Jako, że rezerwy walutowe spadły, niemożliwa była spłata długów Ukrainy. Janukowycz negocjował kredyt z MFW, ale Fundusz postawił Ukrainie warunki w postaci reform. Chodziło m.in. o podwyżki cen gazu. Janukowycz nie zgodził się ze względu na zbliżające się wybory prezydenckie. Pieniądze, których brakowało Ukrainie, zaoferowała więc Rosja. Była to wówczas kwota rzędu 15 mld dolarów, z której wypłacono dla Kijowa jedynie pierwszą transzę. Dopiero potem miała miejsce aneksja Krymu i wojna w Donbasie.

Obecnie drogowskazem dla Ukrainy jest umowa stowarzyszeniowa z UE. Stanowi ona swoisty program reform dla naszych wschodnich sąsiadów. Dochodzi do tego program reform MFW, który wskazuje Ukrainie gotowe rozwiązania. Zarówno dla UE, jak i MFW, szczególnie ważne było zmniejszenie ogromnego deficytu budżetowego (udało się to osiągnąć). Trzeba było jednak wprowadzić różne ograniczenia dla kapitału i wymiany walut, żeby zapobiegać odpływowi kapitału z kraju (m.in. konieczność wymiany przychodów uzyskanych za granicą na hrywnę). Kolejne transze pomocy międzynarodowej pomogą jednak zwiększyć rezerwy walutowe i powoli znosić te restrykcje, co będzie pozytywnym impulsem dla ukraińskiej gospodarki. Następna transza pomocy z dużym prawdopodobieństwem zostanie wypłacona w trzecim kwartale bieżącego roku. Byłaby to suma 1,7 mld dolarów. Ukraina będzie mogła wówczas liczyć m.in. na dodatkowe 600 mln euro od UE oraz kolejny 1 mld dolarów gwarancji kredytowych z USA. Szacuje się, że tegoroczny wzrost gospodarczy na Ukrainie wyniesie ok. 1-1,5 %. Gdyby udało się uchylić wspomniane restrykcje, byłby on pewnie wyższy. Owszem, Ukraina wykazała dobrą wolę, chociażby podnosząc ceny energii i wprowadzając szereg reform, jednak jest jeszcze wiele do zrobienia.

Ratyfikacja umowy stowarzyszeniowej Ukrainy i UE stanęła w martwym punkcie ze względu na holenderskie referendum. Putin blokował podpisanie dokumentu z obawy na niekontrolowany przepływ towarów z UE do Rosji przez Ukrainę. Zapowiedział całkowitą blokadę handlu z Ukrainą. W ślad Rosji nie chce w tym kontekście iść Białoruś, która ani myśli stracić strategicznego partnera i coraz częściej sprzeciwia się instrukcjom z Moskwy. Jakie są Pana zdaniem szanse na to, że również Białoruś zwróci się ku Zachodowi?

Sprzeciw Rosji w sprawie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy i UE nie ma żadnego związku z kwestiami gospodarczymi. Umowa nie wpłynie bowiem negatywnie na rosyjską gospodarkę. Problem był czysto polityczny.

Natomiast Białoruś gra w dobrze znaną nam wszystkim grę, w której balansuje między Wschodem a Zachodem. Pojawił się oczywiście element strachu, gdy po wydarzeniach na Ukrainie Łukaszenka zrozumiał, że może być następny. Stąd też ten pozorowany zwrot w kierunku Zachodu. To dla niego dobry moment, bo UE jest obecnie chętna wyciągnąć do Białorusi rękę. Dlaczego? Podam prosty przykład. Turcja w zamian za obietnicę stabilności na południu otrzymała od UE spore środki finansowe. Białoruś ma „do sprzedania” taką samą stabilność na Wschodzie. W momencie, gdy Europa zmaga się z napływem uchodźców, Mińsk nie stanowi dodatkowego problemu. Można go postrzegać w tym kontekście jako partnera. Dochodzi też wątek gospodarczy. Na Białorusi podniesiono niedawno wiek emerytalny, pojawiają się problemy natury ekonomicznej, a Rosja nie jest już skłonna w takim stopniu jak było to kiedyś finansować swojego sąsiada. Pojawia się okazja do pozyskania kredytu z Zachodu, być może z MFW. Gdyby była do tego wola polityczna Zachodu, to pewnie taki plan by się powiódł. Białoruś jest w końcu zainteresowana „zbliżeniem”, ale przecież nie za darmo. Nie liczmy na szybką demokratyzację Białorusi. Patrzmy przez pryzmat czystego interesu, no może z dodatkiem naiwności ze strony UE, która chce wierzyć, że Łukaszenka co jakiś czas przechodzi przemianę. Tymczasem Łukaszenka już wiele razy flirtował z Zachodem. Einstein twierdził, że postępując w taki sam sposób nie powinniśmy oczekiwać odmiennych rezultatów. Łukaszenka udowadnia, że nie jest to prawdą.

Zwycięstwo w europejskim konkursie Eurowizji pochodzącej z Krymu, Jamali zbiegło się w czasie z 72. rocznicą deportacji Tatarów z półwyspu dokonanej przez Józefa Stalina. Artystka zaśpiewała o tym w utworze „1944”, pokonując m.in. reprezentantów Rosji. Jej zwycięstwu nadaje się obecnie znaczenie polityczne. Czy słusznie? Czy nie jest tak, że Ukraińcy będą szukać okazji do odegrania się na Rosji przy każdej nadarzającej się do tego sposobności? Czy oznacza to, że prorosyjskie nastawienie części społeczeństwa rozpłynęło się w toku działań wojennych?

Wydaje mi się, że Ukraińcy będą szukać okazji do tego, by zagrać Rosjanom na nosie. Już to zresztą robią. Nie jest to jednak nic wyjątkowego. Podobne emocje towarzyszą piłkarskim meczom Polaków z Niemcami. Podtekst polityczny będzie wszechobecny, a zwycięstwo Ukrainy nad Rosją będzie smakować szczególnie. Ale czy oznacza to zanik nastrojów prorosyjskich? Chyba nie. One są wciąż obecne w niektórych kręgach. Według sondaży byli przedstawiciele prorosyjskiej Partii Regionów cieszą się na Ukrainie stosunkowo dużą popularnością. Zyskują na tym, że wszystkie inne ugrupowania nie potrafią odpowiedzieć na oczekiwania społeczeństwa. W niektórych badaniach można zauważyć nawet wzrost sympatii do Rosji. Środowiska prorosyjskie będą chciały przeczekać sytuację. Uważam, że lepsze czasy dla nich jeszcze nadejdą. To powinno być przestrogą dla sił proeuropejskich na Ukrainie. Nic nie jest dane raz na zawsze.

 


Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w  komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

 

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Jeden komentarz do “Ukraina na wojnie z korupcją

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy