K
Krzysztof Zubilewicz
02.07.2011
Prezydencja Polski w UE – perspektywy, szanse, zagrożenia

Poprzednia „trójka” prezydencji pokazała, że nawet w ramach narzuconych przez traktat lizboński możliwe jest sprawne zarządzanie procesami decyzyjnymi w Radzie i w relacjach z innymi instytucjami. Przykład Hiszpanii, Belgii i Węgier udowodnił, że pomimo ograniczeń i w niezbyt sprzyjających okolicznościach zewnętrznych, możliwe jest osiąganie swoich celów, o ile nie są one zbyt ambitne kontrowersyjne.

Przez polski internet przetacza się od jakiegoś czasu dyskusja o nowej animacji Tomasza Bagińskiego. Autor „Szutki spadania” czy nominowanej do Oskara „Katedra” – wraz z zespołem grafików i animatorów – przygotował film promujący polskie przewodnictwo w unijnej Radzie Ministrów. Wkrótce po upublicznieniu animacji zaczęły się pojawiać głosy zdecydowanie krytyczne – zarówno ze strony ekspertów od komunikacji publicznej i kreowania wizerunku, jak i zwykłych internautów. Filmowi zarzucono brak treści i jakiegokolwiek głębszego przekazu. Twierdzono, że symbolika tańca w rozpadającej się scenografii jest nieczytelna i że Polska nie ma pomysłu na prezentację swojej roli jako przywódcy Europy. Ważniejsze pytanie brzmi jednak: czy Polska ma pomysł na to, jaka ta rola ma być? Co chcemy osiągnąć w okresie półrocznej rotacyjnej prezydencji, szczególnie w warunkach ograniczonych przez traktat lizboński kompetencji i narastającego w samej Unii kryzysu? I czy osiągnięcie tych celów jest realne?

Pierwsze „trio” za nami
1 lipca premier Węgier Victor Orban przekazał „insygnia” prezydencji Donaldowi Tuskowi. Ten symboliczny gest zamknął 18-miesięczny okres, w którym przewodnictwo sprawowała pierwsza w historii przywódcza trójka, w skład której, obok Węgrów, wchodzili Hiszpanie i Belgowie. Okres ten upłynął głównie pod znakiem implementacji zapisów traktatu z Lizbony oraz ustalania „nowego porządku” relacji międzyinstytucjonalnych – zarówno w odniesieniu do nowych graczy, jak i zreformowanych starych instytucji. Pierwsze trio wypadło nieźle, choć pozytywne oceny zbierało raczej za dobre zarządzanie niż za nadanie Unii nowego impetu czy wyznaczanie jej nowych celów. Pierwsza w kolejce Hiszpania skupiła się przede wszystkim na ustalaniu precedensów co do funkcjonowania nowej polizbońskiej struktury decyzyjnej i choć premier Zapatero starał się być widoczny jako unijny przywódca, to jednak osłabiona pozycja nie dawała mu zbyt wielu możliwości. Następni w kolejności Belgowie obejmowali przewodnictwo bez rządu, za to ze sporym doświadczeniem (12. prezydencja w historii tego kraju) i wsparciem swojego rodaka Hermana van Rompuya, który sprawuje funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. Pierwszy półtoraroczny okres zamknęli Węgrzy, którzy pomimo krytyki Unii wobec niektórych posunięć rządzącego FIDESZ-u potrafili sprawnie poruszać się po brukselskich korytarzach, wspierając swoją działalnością Catherine Ashton i angażując się z powodzeniem w negocjacje budżetowe z rosnącym w siłę Parlamentem Europejskim.

Prezydencja węgierska przyciągnęła uwagę nie tylko z powodu kontrowersyjnych pomysłów rządu Orbana czy zahaczającej o rasizm retoryce skrajnie prawicowej partii Jobbik. Węgry były trzecim państwem z „nowej dwunastki” obejmującym przewodnictwo w Radzie UE, dlatego Europa – szczególnie zachodnia – dokładnie obserwowała poczynania tego beniaminka. Poprzednie doświadczenia z państwami, które do Unii wstąpiły w XXI wieku, nie były obiecujące. Jako pierwsza prezydencję objęła Słowenia – kraj mały i relatywnie nieźle zintegrowany z Zachodem – która przyjęła dość zachowawczy plan działania i często opierała się na pomocy silniejszych graczy unijnych. Większe ambicje mieli Czesi, jednak ich przywództwo wypadło w czasie, kiedy sytuacja zewnętrzna była mniej sprzyjająca. Europa dostawała właśnie gospodarczej zadyszki spowodowanej narastającym kryzysem globalnym, zaś Praga od pierwszych dni miała ręce pełne roboty w związku z nagłą eskalacją konfliktu bliskowschodniego oraz zatrzymaniem dostaw gazu w wyniku sporu rosyjsko-ukraińskiego. Kiedy uporano się z tymi problemami i czeska prezydencja złapała wreszcie oddech, posłowie nad Wełtawą uchwalili wotum nieufności dla swojego rządu, w wyniku czego Czesi musieli się ograniczyć do pozbawionego politycznych ambicji „zarządzania” Unią. Zdawało się to potwierdzać opinię tych, którzy od początku twierdzili, że nowe kraje unijne nie są w stanie poradzić sobie z zadaniami, jakie niesie prezydencja.

Łatwiej już było
Jak w perspektywie tych doświadczeń wypada Polska? Po pierwsze, choć nadal postrzegani jesteśmy – nie bez powodu – jako przedstawiciel „nowej dwunastki”, to jednak wyróżniamy się na tle Węgier, Czech czy Słowenii. Polska jest krajem znacznie większym i o znacznie większych aspiracjach. Prezydencja jest przez polskie władze traktowana jako szansa na wejście do grupy najważniejszych graczy Unii i zajęcie miejsca obok takich potęg jak Francja czy Niemcy. Aby to osiągnąć, Polska musi się pokazać nie tylko jako dobry negocjator i organizator, ale jako kraj z określoną wizją, zdolny do faktycznego przewodzenia pozostałym 26 członkom Unii.

Pozostaje pytanie, na ile cel ten może być osiągnięty. A przeszkód na drodze do jego realizacji widać wiele. Po pierwsze, wprowadzone traktatem lizbońskim zmiany znacznie osłabiły prezydencję rotacyjną w kwestiach tak ważnych, jak prace Rady Europejskiej czy polityka zewnętrzna. Kraj sprawujący przewodnictwo ma teraz za zadanie przede wszystkim codzienną organizację i koordynację prac Rady UE, zaś głowa jego rządu nie przyciąga tak uwagi jako „przywódca Unii”, choćby i półroczny. Po drugie, Polsce nie sprzyja kalendarz wydarzeń politycznych, tak w Warszawie, jak i w Brukseli. W tej drugiej lada chwila zaczynają się wakacje, co zapewne sprawi, że Unia pracować będzie na niższych obrotach. Kiedy wakacje się skończą i prezydencja rozwinie się na dobre, Polskę czeka kampania wyborcza. Istnieje zatem niebezpieczeństwo, że polskie elity polityczne zamiast kierowania Unią skupią się na walce o (re)elekcję, zaś przykład czeski nadal przypomina, jak groźne dla prezydencji są wewnętrzne spory polityczne.

Po trzecie wreszcie, Polacy obejmują przewodnictwo w Radzie w okresie nad wyraz niesprzyjającym. Unia boryka się bodaj największym kryzysem Unii Gospodarczo-Walutowej od początku jej istnienia. Grecja balansuje na krawędzi bankructwa, zaś podejmowane środki zaradcze nie dość, że zdają się nie prowadzić do znaczącej poprawy sytuacji w tym kraju, to jeszcze powodują narastanie antyunijnych i antyintegracyjnych nastrojów w bogatych państwach Północy. Wydarzenia w Afryce Północnej pokazały, jak nieskoordynowana jest polityka zewnętrzna Unii i jej członków, jak również ukazały zależność Europy od siły militarnej Stanów Zjednoczonych. Na jaw wyszły też wszystkie niedostatki europejskiej polityki azylowej i migracyjnej, kiedy to napływ uchodźców zza Morza Śródziemnego doprowadził do manifestacji braku solidarności i narodowego egoizmu państw, które gotowe były jednym ruchem ręki odrzucić osiągnięcia systemu Schengen. Do tego Unię czeka wyniszczająca dyskusja nad nowym budżetem, w której prawie każdy uczestnik ma inne cele.

Może się udać?
W tak skomplikowanym świecie Polsce przyjdzie walczyć o urzeczywistnienie swoich priorytetów, dążąc jednocześnie do realizacji swoich interesów i do sprawnego lawirowania między interesami innych. Jednakże gwoli sprawiedliwości, oprócz opisywania zagrożeń wspomnieć należy także o szansach i możliwościach. Polska – co komentatorzy krajowi i zagraniczni podkreślają – jako jedyna uniknęła recesji, pozostając zieloną wyspą gospodarczego rozwoju. Oczywiście, nie oznacza to, że ominęły nas takie problemy trapiące Europę, jak rosnące niebezpiecznie zadłużenie, wzrost inflacji czy powiększające się – zwłaszcza wśród młodych – bezrobocie. Niemniej, niektórzy autorzy zauważają, że polskie sukcesy mogą być pewną wskazówką co do tego, gdzie leży szansa na odbudowę rozwoju gospodarczego Europy – choćby w publicznych inwestycjach w kluczowe sektory gospodarki, takie jak infrastruktura. Ponadto, Polska jest krajem silnie proeuropejskim – zarówno na poziomie władz, jak i opinii publicznej, co dobrze rokuje dla zaangażowania Polaków w nadchodzącą prezydencję. Nie bez znaczenia są też dobre stosunki z innymi krajami członkowskimi – szczególnie z Niemcami – które wzmocnią pozycję negocjacyjną i mediacyjną Polski, przyczyniając się do zwiększenia możliwości działania i realizacji swoich celów.

Poprzednia trójka prezydencji pokazała, że w ramach narzuconych przez traktat lizboński możliwe jest sprawne zarządzanie procesami decyzyjnymi w ramach Rady i w relacjach z innymi instytucjami, jak również aktywne wpływanie na bieżącą politykę zagraniczną. Przykład Hiszpanii, Belgii i Węgier udowodnił, że pomimo ograniczeń i w niezbyt sprzyjających okolicznościach zewnętrznych możliwe jest osiąganie swoich celów, o ile nie są one zbyt ambitne i nadmiernie kontrowersyjne. Polska chce iść o krok dalej, sprawdzić, czy da się pójść o krok dalej i pokusić się o faktyczne współrządzenie Unią i nadawanie tonu innym państwom – tak, by 27 krajów mówiło jednym, solidarnym głosem.

Czy ten cel jest osiągalny? Odpowiedź tyleż oczywista, co niezbyt wartościowa, mówi – zobaczymy. Katalog potencjalnych zagrożeń jest długi, ale zapał i determinacja władz, jak również potencjał kraju dają szanse na coś więcej niż tylko powolne przejście przez sześciomiesięczny okres przewodnictwa. Przy dużej ilości ciężkiej pracy i niewiele mniejszej ilości szczęścia, uda się pokonać tę trasę krokiem zdecydowanie bardziej tanecznym.

 

 


 

Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy