K
Mariusz Kasiński
29.05.2013
Nieodkryte Bałkany – cz. II

Jeszcze dwa tygodnie temu wierzyłem w mit Hiszpanii, swoistej Mekki podróżujących Europejczyków. W wyobraźni wspinałem się po skalistych zboczach gór Sierra Nevada i przemierzałem okolice wąwozu Despenaperros. Pragnąłem, by ziścił się mój sen o kilku chwilach spędzonych na piaszczystej plaży Costa Brava, gdzie podziwiałbym samotne klify, opierające się nieprzerwanie wodom Morza Balearskiego. Dwa tygodnie, o czym się przekonałem, mogą jednak zmienić nasz punkt widzenia, upodobania i życie. Dziś bowiem, bez wahania, stawiam na Bałkany.


Przedstawiamy II część reportażu Mariusza Kasińskiego. I część można znaleźć tutaj.

Mały Stambuł i włoski towarzysz podróży

Mając w pamięci wciąż podnoszącą się ze zgliszczy Prisztinę, nie spodziewaliśmy się wiele po Prizrenie, drugim co do wielkości kosowskim mieście. To, co zastaliśmy w dawnej stolicy serbskiego cesarstwa mile nas jednak zaskoczyło. Panorama nienaruszonego przez wojnę, kamiennego starego grodu, rzędu mostów przez rwącą, Prizrenską Bistricę oraz widok licznych, wznoszących się ponad horyzont minaretów obudziły w nas wspomnienie Istanbułu. Tutaj też rozpoczęliśmy nowy rozdział naszej wędrówki. Od tej pory każdą butelkę wody i każdą z chwil dzieliliśmy na czworo. W Prisztinie napotkany przypadkowo włoski turysta postanowił przyłączyć się do naszej międzynarodowej drużyny. Pracujący w Lublanie doktor chemii niespodziewanie zasilił nasze szeregi.

Przedsionek Italii

Kolejny dzień miał być dla nas mocno pracowity, jednak wiedzieliśmy, że wybrzeże Adriatyku wynagrodzi nam wszelkie trudy podróży. Pełni pozytywnej energii ruszyliśmy więc przez północną Albanię w kierunku czarnogórskiego Kotoru. Do granicy udało nam się zabrać z serbskim profesorem historii, który z utęsknieniem wspominał czasy silnej, liczącej się na arenie międzynarodowej Jugosławii. Nie ukrywał żalu do państw zachodniej Europy, które jego zdaniem nie zaangażowały się stabilizację sytuacji na Bałkanach na tyle, na ile było to możliwe. Później na naszej drodze stanęli albańscy bracia, którzy zaprosili nas na gorący posiłek do rodzinnej restauracji w Szkodrze. Muzyka, włoski język, którym sprawnie władali, wszechobecne skutery i swojski klimat lokalu pozwoliły nam po trosze poczuć się jak w Italii. Czas jednak gonił nas naprzód i niedługo później, mijając powojenne bunkry i zamienione na gruszkową plantację opuszczone koszary, witaliśmy się z czarnogórskimi strażnikami granicznymi. Widok polskich paszportów i plecaków większych od nas samych wywołał uśmiechy na twarzach braci Czarnogórców. Na kolejne kilometry wędrówki, strażnicy zaopatrzyli nas w 3 litry źródlanej wody i pakiet miejscowych słodyczy.

Lazurowe wybrzeże

Nie jest tajemnicą, że Kotor i chorwacki Dubrownik to jedne z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w południowo-wschodniej Europie. Oba otoczone są potężnymi murami miejskimi i oba wewnątrz murów skrywają prawdziwe perełki architektury z różnych okresów historycznych. Należy przyznać, że kryzys w sektorze turystycznym, jaki dotknął ten region Europy w okresie wewnętrznych, bałkańskich wojen, dawno odszedł w zapomnienie. Raz po raz do obu portów wpływają ogromne, pasażerskie liniowce z tysiącami turystów na pokładzie. W naszym zestawie wspomnień nie mogło zabraknąć kąpieli w wodach Adriatyku, która dla młodego podróżnika jest równie ważna jak postawienie nogi w dubrownickim Pałacu Rektorów – dawnej siedzibie władz potężnej republiki. Dla tych, którzy zaznają uroków ciepłej morskiej toni i zapragną spróbować regionalnych przysmaków, idealnym wyborem będą przyrządzane po mistrzowsku kalmary i sardynki bądź słodki deser „Rozata”.

Szlakiem bomb, kul i przelanej krwi

Urok Kotoru i Dubrownika sprawił, że w obu miejscach łącznie spędziliśmy 4 dni, nieco zmieniając plan podróży. Nadszedł jednak czas, by, nie patrząc za siebie, ruszyć w dalszą drogę. Zmierzając do Sarajewa, grzechem byłoby nie zatrzymać się w miejscowości Mostar, będącej już w średniowieczu ważnym centrum handlu i rzemieślnictwa. Od początku istnienia dwie, przedzielone rzeką części miasta łączył kamienny Stary Most. Sytuacja zmieniła się wiosną 1992 r., gdy uległ on całkowitemu zniszczeniu w wyniku bratobójczych walk zamieszkujących Mostar Chorwatów z wyznającymi islam, Bośniakami. Teraz ponownie możliwy jest spacer z jednej do drugiej części Mostaru, i choć UNESCO i UE wspierają finansowo proces odbudowy Starego Miasta, to zniszczenia wciąż są wyraźnie zauważalne. Nie lepiej jest w stolicy kraju, do której dotarliśmy późnym wieczorem. Zamiast szukać hostelu, pozwoliliśmy, by on znalazł nas. Mieliśmy ogromne szczęście, gdyż okazało się, że odtąd jesteśmy gośćmi autora pierwszego przewodnika turystycznego po Sarajewie. Jak dobry wujek za niewielką opłatą przyjął nas w swoim domu, przywitał i pożegnał pyszną turecką kawą oraz pokazał najciekawsze punkty w mieście. Na własną rękę odwiedziliśmy muzeum „Tunel”, znajdujące się na obrzeżach Sarajewa. Do zwiedzania udostępniono tam 25 metrów spośród 800-metrowego podziemnego przejścia łączącego w latach 1992 -1996 oblężone przez Serbów miasto z wolną, bośniacką częścią kraju. Była to jedyna droga wyjścia z Sarajewa, w którym codziennie przez 3,5 roku ginęły dziesiątki cywili. Nie ma w stolicy Bośni budynku bez widocznych śladów po amunicji. Po całym mieście rozsiane są tzw. „sarajewskie róże”, miejsca wybuchu pocisków moździerzowych, w których ginęli niewinni, oznaczone na betonie czerwoną żywicą. Wrażenie robią również rozległe muzułmańskie cmentarze, obecnie odbudowywany sarajewski ratusz i zlokalizowana w centrum Starego Miasta studnia Sebilj.

Niezagojone rany, wielkie serca

11 maja wezwały nas do siebie sterty książek do przeczytania, dziesiątki prac, na które z utęsknieniem czekają wykładowcy i przyjaciele zastanawiający się, jak daleko w stronę słońca udało nam się dotrzeć. Drogę powrotną do Sofii pokonaliśmy z pomocą słoweńskich ciężarówek, wracającego z pracy w Szwecji przyjaciela i co ciekawe, serbskich żołnierzy, którzy na koniec wyrazili nadzieję, że zawieziemy wieść o ich uprzejmości do Polski. Późnym wieczorem byliśmy na miejscu, szczęśliwi i umęczeni po 11 dniach wyczerpującej wędrówki. Tym, co zapamiętamy najbardziej, nie będą pokonane odległości (choć imponujące, łącznie 2100 km), odkryte śródziemnomorskie kurorty, czy liczne skopijskie monumenty. Na zawsze w naszej pamięci zostaną napotkani ludzie i historie, które nam opowiedzieli. W ich wielkich, otwartych na drugiego człowieka sercach, wciąż pozostały niezagojone rany i jedynie czas może sprawić, że znikną. Choć burzliwe konflikty w „bałkańskim kotle” przeniosły się na karty podręczników, to mieszkańcy tego regionu szybko nie zapomną o krewnych, których utracili. Wiem, że nawet za dopłatą nie zamienię górzystych Bałkanów Zachodnich na żaden inny fragment naszej planety. Wiem, że wrócę do ludzi, do których powracać trzeba. To ten region naszego kontynentu jest diamentem w europejskiej koronie. Zwyczajnie, do końca go nie odkryliśmy…

 

Widok na Zatokę Kotorską z murów usytuowanej na wzgórzu majestatycznej twierdzy

 

Jeden z domów w Mostarze zniszczony podczas bratobójczych starć w 1992 roku

 

Zatłoczone, pełne turystów uliczki urokliwego Mostaru to znów codzienność dla mieszkańców miasta. Na swoje dawne miejsce wrócił też w 2004 roku symboliczny „Stary Most”, łączący oba brzegi rzeki

 

Starówka Sarajewa to dziś wybitnie turystyczne miejsce, pełne kawiarni i przyzwoitych restauracji. Centralne miejsce w Starym Mieście zajmuje symboliczna dla stolicy Bośni studnia- Sebilj

 

Zdjęcia: Alyosha Jans

Czytaj też reportaż z Turcji

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy