K
Mariusz Kasiński
21.05.2013
Nieodkryte Bałkany – cz. I

Jeszcze dwa tygodnie temu wierzyłem w mit Hiszpanii, swoistej Mekki podróżujących Europejczyków. W wyobraźni wspinałem się po skalistych zboczach gór Sierra Nevada i przemierzałem okolice wąwozu Despenaperros. Pragnąłem, by ziścił się mój sen o kilku chwilach spędzonych na piaszczystej plaży Costa Brava, gdzie podziwiałbym samotne klify, opierające się nieprzerwanie wodom Morza Balearskiego. Dwa tygodnie, o czym się przekonałem, mogą jednak zmienić nasz punkt widzenia, upodobania i życie. Dziś bowiem, bez wahania, stawiam na Bałkany.


W okresie Świąt Wielkanocnych, obchodzonych w prawosławnej Bułgarii w pierwszym tygodniu maja, międzynarodowa społeczność studentów – uczestników programu Erasmus, miała okazję do spakowania plecaków i wyruszenia naprzeciw przygodzie. Wraz z moim niemieckim, nietuzinkowym współlokatorem i zaprawioną w autostopowych podróżach przyjaciółką, zainwestowaliśmy w mapę Bałkanów, przywdzialiśmy wygodne buty i rankiem, 1 maja podążaliśmy już wzdłuż wyrysowanej ołówkiem trasy.

Jak grzyby po deszczu

Nasz współtowarzysz podróży po raz pierwszy w życiu zdecydował się na przemierzanie setek kilometrów autostrad z wyciągniętym w górę kciukiem, toteż liczyliśmy, że zasada szczęścia sprzyjającego początkującym, sprawdzi się również w jego przypadku. Tak też się stało, dzięki czemu drogę do granicy bułgarsko-macedońskiej pokonaliśmy niezwykle szybko, zaprzyjaźniając się w trasie z Wienczyslawem z Kyustendil. Słowa, które wypływały z jego ust podczas wspólnej jazdy samochodem były przepełnionym żalem wołaniem o pomoc. Mężczyzna, od pół roku nie otrzymuje bowiem pensji za wykonywaną pracę, a mimo to wciąż daje z siebie wszystko i pomaga innym, na tyle, na ile jest w stanie. Pełni współczucia, gdy przyszedł na to czas, czule uściskaliśmy Wienczyslawa i ruszyliśmy w kierunku Skopje. Droga do stolicy Macedonii we wnętrzu albańskiej ciężarówki trwała niezwykle długo i zdążyliśmy napawać się widokiem porośniętych śródziemnomorską roślinnością gór i wyżyn. Około godz. 14.00 dotarliśmy do celu. Zostawiwszy gigantyczne plecaki w mieszkaniu macedońskiego przyjaciela, postanowiliśmy rzucić okiem na centrum miasta. Szybko okazało się, że miejscowe władze dopilnowały w ostatnim czasie, by było na co popatrzeć. W okolicach reprezentacyjnej fontanny z wizerunkiem Aleksandra Wielkiego wyrosła, niczym grzyby po deszczu, niezliczona armia pomników i innych form artystycznej ekspresji. Nad rzeką Wardar szaleni architekci usytuowali betonowy trójmasztowiec wart, według miejscowych, 3 mln euro. Dalej, wzdłuż traktu prowadzącego do Starego Miasta, zauważyć można wszędobylskie fontanny z wizerunkiem zwierząt najróżniejszej maści. Na każdej z nich, podobnie jak na wznoszonych dokoła, stylizowanych na antyczne budynkach, zaprawa murarska wciąż jeszcze schnie. Dochodząc do Starego Miasta, zwanego przez Macedończyków Carsiją, można zapomnieć o braku przestrzennej logiki, jaką zafundowano nam po drodze. Carsija to bowiem zwarte rzędy zabudowań poprzecinanych wąskimi uliczkami, w których każdy odnajdzie klimatyczny, bałkański lokal w sam raz dla siebie. Obowiązkowym punktem podczas obcowania z macedońską stolicą jest górujący nad miastem zamek, pamiętający czasy tureckiego panowania. Osmański kronikarz Euliya Celebi już w XVII w. opisywał skopijską twierdzę jako potężną i wytrzymałą. Dziś, mimo upływu 400 lat trudno nie zgodzić się z tymi słowami.

Skarby UNESCO i polowanie

Podążając za tym, co nieznane i potencjalnie ciekawe, rankiem następnego dnia zamieniliśmy Skopje na wychwalany w przewodnikach turystycznych Ohrid. Dużych rozmiarów jezioro i usytuowane tuż obok 40-tysięczne miasteczko, to jedno z 28 miejsc, chronionych przez UNESCO w dwóch kategoriach jednocześnie – ze względu na walory kulturowe  i unikalną przyrodę. Spacerując pomiędzy niskimi zabudowaniami Starego Miasta, oplatającego wzgórze z solidnie wyglądającym zamkiem na szczycie, napotkaliśmy dobrze zachowany grecki teatr, grób osławionego w świecie Metodego i gro cerkwi, które rozmieszczone są po całej okolicy w liczbie 365. Nie one jednak najbardziej zapadły nam w pamięć. Odjeżdżając, wciąż wspominaliśmy nasz przyjazd nad jezioro Ohridskie. Po wyjściu z autobusu znaleźliśmy się pod obstrzałem. Nasze wielkie plecaki zwabiły na stację autobusową kobiety wynajmujące turystom pokoje. Gdyby nie barierka oddzielająca stanowisko przyjazdu autobusów od chodnika, zachłanne dłonie krzyczących i wymachujących rękoma czterech businesswoman natychmiast by nas dopadły. W ciągu kolejnych 15 minut byliśmy świadkami komicznie wyglądającej licytacji. Jej przedmiotem była cena noclegu, jaką nam oferowano i odległość w metrach od centrum Ohridu. Obie te wartości malały w zastraszającym tempie i gdy usłyszeliśmy „4 euro i 100 metrów”, podążyliśmy za naszą nową, umęczoną batalią gospodynią.

Skanderbeg i wielki plac budowy

Dwa dni nad brzegiem najstarszego w Europie jeziora minęły niezwykle szybko i trzeba nam było obrać kurs na kolejną przystań w naszej niezwykłej wyprawie. Zgodne palce przyjaciół wskazały na mapie kosowską Prisztinę i tam też zjawiliśmy się po kilku godzinach podróży. Nie bardzo wiedzieliśmy, czego spodziewać się po stolicy kraju, o którym ostatnio głośno było w świecie. Przyjaciele odradzali nam wizytę w Kosowie, przypinając mu nalepkę :„niebezpieczne”. Dla wiadomości wszystkich mam podróżujących dzieci: czołgi zniknęły a mieszkańcy broń schowali głęboko w szuflady. Teraz to jeden wielki plac budowy. Spragnieni wrażeń i turystycznych atrakcji, tam ich nie znajdą. Na uwagę zasługuje jednak majestatyczny monument albańskiego wodza, Skenderbega oraz reaktywowane stosunkowo niedawno Muzeum Kosowa, posiadające w swych zbiorach eksponaty, których nie udało się zrabować Serbom podczas ostatniej wojny. Wśród nich, największym skarbem jest datowana na V tysiąclecie p.n.e. figurka czczonej przez Dardanów (przodków Kosowian) Bogini Płodności. Wśród ekspozycji niezwiązanych z archeologią, jest i taka, mówiąca o burzliwych dla mieszkańców Kosowa, ostatnich czternastu latach. W jednej z muzealnych sal pomiędzy flagami państw uczestniczących w misji NATO, wiszą mundury kosowskiej armii. Na starych skrzyniach po amunicji leżą dziesiątki sztuk broni, na których wciąż jeszcze widać ślady krwi. Ściany zdobią kopie stron z dzienników z całego świata, opisujących bałkański konflikt. Gdzieniegdzie, dla podkreślenia ogromu tragedii, umieszczono fotografie niewinnych dzieci, które straciły tu życie.

 

Ohrid to ulubione miejsce wiekszości Macedończyków. Jezioro, nad którym leży miasteczko jest najstarsze w Europie, a jego głębokość sięga 274 m

 

Nad tempem budowy skopijskich mostów, pseudoantycznych budynków i pomników nie nadążają żadne przewodniki turystyczne i GoogleMaps. Nawet mieszkańcy stolicy żartują z niepowstrzymanych budowniczych

 

Wąska, górska droga tuż za granicą albańsko-czarnogórską i grupa uczestników wyprawy zmierzająca przed siebie, w stronę lazurowych wybrzeży Adriatyku

 

Zdjęcia: Alyosha Jans

Na II część reportażu Mariusza Kasińskiego zapraszamy za tydzień we wtorek.

Czytaj też reportaż z Turcji.

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy