K
Anna Jowsa
12.12.2014
Newsy ze stolicy UE

.

Przyjeżdżają do zupełnie „innego świata”. Już na lotnisku rozglądają się, obserwują. Podróżują najczęściej sami, rzadziej z rodziną, ale zawsze z własnym sprzętem. Poza kosmetyczką, ubraniami, komórką mają laptopa, dyktafon i kamerę. Korespondenci nie wyjeżdżają jednak na płatny urlop redakcyjny. Jadą do innej rzeczywistości, by stać się jej częścią.

Bruksela wita dziennikarzy zapachem czekolady już na lotnisku. Później jest już mniej słodko i do umysłów wracają polskie realia z wonią oscypków, bigosu i paprykarza. Polscy korespondenci przyjeżdżają do pracy, w której ciężko odnaleźć czas wolny i gdzie telefon z redakcji jest tożsamy z dzwonkiem budzika „zbieraj się, dzieje się coś ważnego!”.

W Brukseli akredytowanych jest 16. polskich dziennikarzy. Większość z nich to stali współpracownicy redakcji w Polsce. Mniejszą grupę stanowią freelanserzy, którzy także wnoszą wiele do polskiego obrazu Unii Europejskiej wyłaniającego się z brukselskich depesz.
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej zapotrzebowanie polskiego społeczeństwa na informacje z UE wciąż rośnie. To także pokazuje, że sam zawód korespondenta zagranicznego w dobie Internetu i czasach globalnej wioski nadal jest bardzo potrzebny.

Ciekawe jest także to, że odbiorcy mediów w Polsce traktują często korespondentów jako zwykłych dziennikarzy redakcyjnych, przekazujących im niemal codziennie rzetelne informacje na interesujące ich tematy. Rzadko który odbiorca mass mediów spogląda dalej i uświadamia sobie, że ci dziennikarze żyją, pracują i mówią z innego skrawka Ziemi. W końcu widzą ich często,znają ich głos, mimikę i czytają ich słowa w gazecie kupionej w kiosku nieopodal własnego domu.

Akredytacja do świata unijnej polityki

Dziennikarze pracujący w Brukseli posiadają stałą akredytację medialną przy każdej z instytucji UE. W przypadku Parlamentu Europejskiego jest ona honorowana również w pozostałych siedzibach, choć bywają wyjątki, jak to miało miejsce przy niedawnej wizycie Papieża Franciszka w PE w Strasbourgu, kiedy to dziennikarze musieli posiadać specjalne pozwolenie na relacje.

Korespondenci zagraniczni muszą być jednak czujni nie tylko na sytuację w samych instytucjach unijnych, ale często także w krajach ościennych. Joanna Wajda, korespondentka TVP, podkreśla, że dzień potrafi wywrócić się do góry nogami, gdy wydarzy się coś nagłego. – Wtedy trzeba szybko pakować walizki i jechać na przykład do Amsterdamu, co musiałam zrobić, gdy doszło do katastrofy samolotu MH17 nad terytorium Ukrainy. Bo jestem odpowiedzialna za wydarzenia nie tylko w Belgii, ale również w sąsiednich krajach – tam, gdzie TVP nie ma korespondenta – mówi dziennikarka.

Stolica, która nigdy nie zasypia

O tak zwanym przeciętnym dniu korespondenta w Brukseli nie ma mowy. Jak podkreśla Krzysztof Strzępka, korespondent Polskiej Agencji Prasowej, każdy z tych dni jest inny. – Co dzień pojawiają się nowe tematy, cały czas musimy szukać nowych ciekawych rozmówców. Centralnym i niezmiennym punktem dnia pozostaje jednak midday briefing – codzienna, rytualna wręcz konferencja prasowa Komisji Europejskiej. To na niej pojawiają się od czasu do czasu komisarze, codziennie dostępni są też wszyscy, albo prawie rzecznicy prasowi KE. Proszę sobie wyobrazić konferencję prasową, na której ma pani dostęp do wszystkich rzeczników ministerstw w Polsce! To mniej więcej takie porównanie – zaznacza.

I tak jak my, dziennikarze z Polski skupiamy się raczej na sprawach krajowych, tak korespondenci w Brukseli muszą trzymać rękę na pulsie na całym centrum UE, gdzie – jak podkreśla Joanna Wajda – praca korespondenta to niełatwy kawałek chleba. – Trzeba być w gotowości 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Zwłaszcza tu, w stolicy Unii Europejskiej, która nie zasypia – przekonuje Wajda.

Przewidywalność? To chyba jakiś żart!

Dni korespondenta w Brukseli – mimo, że nie są schematyczne, swoje tendencje jednak mają. – Wstaję wcześnie rano i sprawdzam gazety – Financial Times, Wall Street Journal, strony internetowe European Voice, także portale – Euobserver, oraz EurActiv. Belgijskich gazet nie sprawdzam, czytam je tylko wtedy, kiedy jestem poproszona o zrobienie przeglądu prasy. Jeśli mam zaplanowane rano wejście na żywo, wtedy oczywiście jestem na antenie, jeśli nie, staram się umawiać z urzędnikami, ekspertami czy kolegami z innych krajów na spotkania, by być na bieżąco z tym co dzieje się w Brukseli – mówi Beata Płomecka, korespondentka Polskiego Radia i Informacyjnej Agencji Radowej. Ale tendencyjność to coś, co nigdy korespondenta charakteryzować nie będzie.

„Redakcje korespondencyjne” – mimo, że ta nazwa może być trochę myląca, to właśnie ona obrazuje jedyny istniejący faktycznie schemat pracy korespondenta, czyli belgijskie epicentra każdego newsa pochodzącego z UE. Rzadko się zdarza, żeby w redakcji zagranicznej pracowała większa liczba osób. Zazwyczaj jest to sam dziennikarz, który musi być samowystarczalny – Placówka to jednoosobowa redakcja z operatorem kamery, taka warszawska, tylko że w pigułce, która musi dopilnować najważniejszych wydarzeń w Brukseli. Korespondent to człowiek-orkiestra – jest dziennikarzem, producentem, researcherem, montażystą i kierowcą – podkreśla Joanna Wajda.

Dziennikarskie sojusze i konkurencja

W Brukseli dziennikarze zagranicznych mediów nie tyle co poszukują i solidaryzują się z dziennikarzami z ojczystego kraju, co kierują się bardziej „profesjonalnymi” przesłankami, które opierają się raczej na utrzymywaniu kontaktów z redaktorami z opiniotwórczych, europejskich mediów na zasadach „wzajemnych korzyści”. – Nie nazwałabym tego „symbiozą”, ale każdy z polskich korespondentów ma swoich znajomych w innych krajach członkowskich, z którymi utrzymuje kontakt. Ja na przykład mam bardzo dobre relacje z przedstawicielami mediów z Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli chodzi o Europę Zachodnią, to z racji moich zainteresowań i doświadczeń (byłam przez prawie dwa lata korespondentką w Londynie) mam znajomych wśród Brytyjczyków. Rozmawiamy, wymieniamy się informacjami. Nie jesteśmy dla siebie konkurencją, więc bywa, że konsultujemy się nawet i omawiamy swoje newsy – opowiada Beata Płomecka z PR.

Podobnego zdania jest także Joanna Wajda z TVP – Często wymieniamy się komentarzami w bieżących sprawach, dowiadujemy się, co robią rządy danych krajów. Zwłaszcza przed i po wyborze Donalda Tuska na szefa Rady byłam często proszona o komentarze i wywiady dotyczące tego tematu – przyznaje, dodając, że z polskimi koleżankami i kolegami najczęściej spotyka się przy okazji wizyt w Brukseli polskich polityków i podczas innych wydarzeń, których obsługą są zainteresowane wszystkie polskie redakcje. – Myślę, że panuje między nami zdrowa rywalizacja, co jest bardzo ważne przy naszym systemie pracy – komentuje korespondentka Telewizji Polskiej.

Unijne Instytucje Medialne

W każdej z unijnych instytucji znajduje się Centrum Prasowe, które zajmuje się oprawą medialną wszystkich ważniejszych wydarzeń. W CP Parlamentu Europejskiego na stałe zatrudnionych jest 28 dziennikarzy, po jednym z każdego kraju członkowskiego. Każdy z nich odpowiada nie tylko za przekazywanie informacji w ojczystym języku, ale także za pewną dziedzinę unijnej polityki. Polska przedstawicielka CP Dorota Kolińska, zajmuje się na przykład informacjami dotyczącymi ekonomii i to do niej zwracają się także dziennikarze ekonomiczni ze wszystkich europejskich redakcji.

Centrum prasowe służy ponadto własnym sprzętem, który można wynająć. Korespondenci mogą korzystać z sal do montażu materiału, wynajmować studia radiowe i telewizyjne, a także dzięki połączeniu satelitarnym – łączyć się bezpośrednio z redakcjami w kraju. -W Parlamencie Europejskim często pracuję z moim operatorem i zwykle montujemy materiały na gorąco w sali prasowej. Czasem do ważnych wywiadów wynajmujemy studio oraz ekipę do wejść na żywo z Parlamentu. Natomiast bardzo często korzystamy z możliwości, jakie daje EBS, czyli Europe by Satelite, która na przykład transmituje obrady Parlamentu Europejskiego, czy ważne głosowania albo konferencje prasowe” – mówi korespondentka TVP.

Większość polskich dziennikarzy jest jednak „samowystarczalnych”. Krzysztof Strzępka z PAP-u może pracować w każdym miejscu na Ziemi, gdzie tylko ma swój komputer i połączenie wi-fi. Każde medium ma jednak swoją specyfikę i praca wygląda inaczej w zależności od typu przekaźnika. – Jestem korespondentem radiowym, więc przede wszystkim korzystam ze swojego sprzętu, czyli cyfrowego Olympusa. A jeśli chodzi o wejścia na żywo, to prawie wszystko wykonuję ze swojego domu, gdzie mam linię ISDN, albo dzięki wirtualnemu kodekowi, w który zostałam wyposażona. Pozwala on łączyć się z każdego miejsca. Zdarzają się natomiast sytuację, że do audycji na żywo zapraszam gości, wtedy rezerwuję studio w PE. A co do montowania materiałów, mam służbowy laptop z niezbędnym oprogramowaniem, w tym również program do montażu dźwięków, zatem jestem samowystarczalna. Materiały przesyłam z domu, a kiedy jestem w KE, PE, czy unijnej Radzie, korzystam z biura prasowego, które jest w każdej z tych instytucji. Potrzebny jest mi wówczas tylko dostęp do Internetu – komentuje Beata Płomecka.

Frytki, papugi i newsy…

Polscy korespondenci w Brukseli, w porównaniu z reprezentacją dziennikarzy z innych krajów, znajdują się po środku zestawienia. W stolicy Unii Europejskiej jest ich więcej niż dziennikarzy z Litwy, z której nie ma ani jednego przedstawiciela lub ze Szwecji, z której pochodzi 7 osób. W czołówce natomiast znajduje się Francja (ok. 30 dziennikarzy) oraz media anglojęzyczne (ponad 50 osób) i niemieckojęzyczne (ponad 100).

I tak jak polscy korespondenci zagraniczni, często powtarzają, że ich praca to niełatwy kawałek chleba. I, że choć czasem mają już dosyć belgijskich frytek, czekolady i skrzeczących, zielonych papug w parkach, to praca daje im jednak wiele satysfakcji. A nam – codzienną dawkę newsów.

To tzw. „brukselskie centrum dowodzenia”. Właśnie w tym miejscu dziennikarze i realizatorzy montują materiały i relacjonują na żywo wydarzenia z Parlamentu Europejskiego.

Dziennikarka realizująca nagranie „live”.

Studio telewizyjne mieszczące się w holu PE. Jedna z głównych i najbardziej rozpoznawalnych, medialnych wizytówek brukselskiej siedziby Parlamentu Europejskiego.

 

W PE są dwa studia radiowe. W większym, przedstawionym na zdjęciu, odbywają się najczęściej rozmowy lub dyskusje z kilkoma europosłami jednocześnie.

Tekst i zdjęcia Anna Jowsa

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy