Izabela Dziurlikowska 10.11.2015
Polityka zagraniczna i bezpieczeństwo, Rada Europejska, Tylko na UE.org
Kto może jechać na Maltę?
fot. consilium.europa.eu

12 listopada na Malcie odbędzie się nieformalny szczyt unijnych liderów na temat migracji. W Polsce termin ten pokrywa się z pierwszym, inauguracyjnym posiedzeniem nowego Sejmu i dymisją dotychczasowego gabinetu premier Ewy Kopacz, która zapowiadała, że do Valletty się nie wybiera. Trwa dyskusja dotycząca tego, kto pojedzie na szczyt RE. O tym jakie warianty reprezentacji w Radzie Europejskiej dopuszcza prawo rozmawialiśmy z doktorem Markiem Rewizorskim z Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak dotąd nie wiadomo, kto będzie reprezentował nasze państwo na Malcie. Propozycji, które płyną od polskich polityków jest wiele – od wysłania wicepremiera Janusza Piechocińskiego, po poproszenie o reprezentację Polski szefa rządu innego państwa. Zgodnie z prawem UE w skład Rady Europejskiej wchodzą m.in. szefowie państw i rządów krajów członkowskich. Polskę w tym gronie zwykle reprezentował premier, jednak Ewa Kopacz zapowiedziała, że chciałaby uczestniczyć w tym czasie w pierwszym posiedzeniu Sejmu i złożyć dymisję swojego gabinetu. Zaapelowała do prezydenta Andrzeja Dudy, by to on udał się na to spotkanie. Na razie nic nie wskazuje jednak na to, by prezydent planował wyjazd na szczyt RE.

Zgodnie z utratą praktyką to właśnie premier reprezentuje Polskę na szczytach RE, bowiem to on odpowiada za rzeczywiste prowadzenie polityki zagranicznej.

Kto zasiada w Radzie Europejskiej?

Pomysłów jest wiele. O to, jakie są faktyczne możliwości reprezentacji kraju w Radzie Europejskiej zapytaliśmy więc eksperta. – Traktat o Unii Europejskiej (TUE) i Regulamin wewnętrzny Rady Europejskiej (RE) stanowią, że w skład Rady Europejskiej wchodzą szefowie państw lub rządów państw członkowskich, przewodniczący Rady Europejskiej, przewodniczący Komisji Europejskiej. W spotkaniach uczestniczy także Wysoki Przedstawiciel Unii Europejskiej do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa. Zapisy te są dość ogólne. Pamiętajmy też, że RE nie jest instytucją kadencyjną, zmiany w jej składzie są warunkowane kalendarzem wyborczym poszczególnych państw członkowskich. Zasadniczo jednak po traktacie z Lizbony w składzie RE dominują szefowie rządów – tłumaczy dr Marek Rewizorski z Zakładu Europeistyki i Nauk o Cywilizacji Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Spory o skład delegacji nie są nowością

Nasz rozmówca przypomina, że w szczytach RE uczestniczyli również polscy prezydenci, a spory o to, kto ma reprezentować nasz kraj nie są niczym nowym. – W odniesieniu do reprezentacji Polski spór na linii prezydent ‒ premier o udział w szczytach RE widoczny był już po wejściu do Unii Europejskiej. Na szczyt ateński, gdzie podpisany został traktat akcesyjny 16 kwietnia 2003 r., pojechali premier Leszek Miller i prezydent Aleksander Kwaśniewski. Po trudnych ustaleniach szefem delegacji rządowej został premier, który wraz z ministrem spraw zagranicznych złożył podpis pod traktatem – zauważa dr Rewizorski. – Prezydent Kwaśniewski, jako szef delegacji państwowej, wygłosił krótkie przemówienie na chwilę przed podpisaniem traktatu, podkreślając swoją rolę w staraniach o członkostwo Polski w strukturach UE. Z kolei na szczyt Rady Europejskiej 21 czerwca 2007 r., pojechał prezydent Lech Kaczyński, reprezentując rząd w momencie kluczowych rozstrzygnięć dotyczących traktatu lizbońskiego. Prezydent także przewodniczył polskiej delegacji i był obecny przy uroczystym podpisaniu traktatu lizbońskiego przez premiera i ministra spraw zagranicznych w Lizbonie w grudniu 2007 r. – dodaje.

Poważny spór w związku z reprezentacją Polski w RE można było obserwować na przełomie września i października 2008 roku. – Decyzja prezydenta o wzięciu udziału w szczycie dotyczącym Gruzji oraz kolejnym, gdzie uwaga skupiona była na pakiecie energetyczno-klimatycznym oraz kryzysie finansowym, wzbudziła sprzeciw rządu. Donald Tusk powiedział, że jeśli prezydent zjawi się na sali obrad, to minister finansów Jacek Rostowski czy szef MSZ Radosław Sikorski nie ustąpią mu miejsca w sali obrad. Ostatecznie Donald Tusk i Lech Kaczyński zasiedli obok siebie, zajmując dwa miejsca przeznaczone dla polskiej delegacji – wspomina dr Rewizorski.

Co stanowi prawo?

Warto się przyjrzeć, co na temat reprezentacji w Radzie Europejskiej mówi polskie  i europejskie prawo. – Z zapisów prawa UE wynika, że Polskę na szczytach RE mogą reprezentować premier lub prezydent. Kwestię tę rozwijają postanowienia Konstytucji RP z 1997 r. oraz orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. Konstytucja stanowi, że Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej, zaś Prezes Rady Ministrów reprezentuje Radę Ministrów oraz kieruje jej pracami – przypomina ekspert. Podkreśla, że zgodnie z utratą praktyką to właśnie premier (z wyjątkiem sytuacji wcześniej wspomnianych) reprezentuje Polskę na szczytach RE, bowiem to on odpowiada za rzeczywiste prowadzenie polityki zagranicznej.

Prezydent pełni funkcję reprezentacyjną

Jaka jest zatem rola Prezydenta? – Konstytucja oraz prawo UE nie wyłączają jego udziału w szczytach i kierowania polską delegacją z tym, że jest on  jedynie reprezentantem czy też przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej, który w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem. Tym tropem podążył w 2009 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdzając, że w celu reprezentowania stanowiska państwa Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, jako najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej, może podjąć decyzję o swym udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe dla realizacji swoich zadań. Jednakże w przypadku prezydenckiej reprezentacji, głowa państwa jest związana stanowiskiem Rady Ministrów. Prezydent w takim przypadku pełni zatem rolę symboliczną, reprezentacyjną – tłumaczy nasz rozmówca.

Są inne rozwiązania?

Z polskiej sceny politycznej płyną też inne propozycje w zakresie reprezentacji na szczycie. Warto zatem odpowiedzieć na pytanie, czy w maltańskim szczycie RE może Polskę reprezentować np. wicepremier, minister spraw zagranicznych, ambasador przy UE lub inny przedstawiciel (np. sekretarz stanu w MSZ)? – Z prawnego punktu widzenia wydaje się, że nie. Takiego rozwiązania nie przewidują postanowienia Traktatu o Unii Europejskiej oraz Regulaminu wewnętrznego RE, które mówią tylko o premierze lub prezydencie. Trzeba pamiętać, że minister spraw zagranicznych co najwyżej towarzyszy przedstawicielowi państwa w RE i jest jednym z członków delegacji (a nie przedstawicielem) danego państwa – wskazuje dr Marek Rewizorski.

A co w przypadku, jeśli ani premier, ani prezydent nie mogą reprezentować Polski w Radzie Europejskiej?  – Jest możliwe rozwiązanie kompromisowe. Jeżeli przedstawiciel jakiegoś państwa nie może brać udziału, można przekazać prawo głosu przedstawicielowi innego państwa – wyjaśnia nasz rozmówca.

Takie rozwiązanie dopuszcza też premier Ewa Kopacz. Wczoraj rzecznik rządu poinformował, że „jeśli ostateczne decyzje w kontekście zaistniałej sytuacji nie zostaną podjęte” do wtorku, „gdy będzie już gotowe polskie stanowisko, rząd RP zmuszony będzie wystąpić do jednego z przywódców europejskich o reprezentowanie na szczycie UE stanowiska Polski”.

Źródło: własne

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Współpraca
Partnerzy
Polecamy
Analiza UniaEuropejska.org
Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać