K
Bartłomiej Zając
19.08.2015
Kto potrzebuje reform?

Czy reforma UE ma być remedium na problemy ogółu, czy korzyścią dla wybranych państw?

Coraz to nowe rządy na Starym Kontynencie postulują potrzebę zmian w Unii. Stwierdzenie, że wspólnota potrzebuje reform, to truizm. Nawet laik, który czasami śledzi wiadomości, może zauważyć, że coś jest nie tak: imigranci, kryzys finansowy w Grecji, możliwość Brexitu. Powoli, ale jednak fundamenty zaczynają się sypać.

Czy zaaplikowanie reform ma być remedium na problemy, czy tylko zmianą formuły współpracy na bardziej korzystną? Pytaniem jest również to, dla kogo ma to być korzyść. Tu odpowiedź jest akurat dość prosta – dla tego, kto przeforsuję swoją wizję Europy.

Wielka Brytania, Francja, Niemcy – te państwa już dodały swoje trzy grosze do dyskusji nad potrzebą reformy. Każde z nich ma swoją wizję tego, jak wspólnota ma wyglądać w przyszłości. Nie oceniam postulatów, nie chce też snuć swojej wizji nowego formatu współpracy. Ubolewam tylko nad faktem, że w tej dyskusji jest tak mało głosów. Nie oszukujmy się, kolejne propozycję będą pochodziły z tych samych stolic, co do tej pory – Londyn, Paryż, Berlin. Tercet odegra swoją rolę, ubiegając się o stronników i przekonując, że ich pomysł jest najlepszy. Jednak pytanie dla kogo będzie to „najlepsze”, powraca jak bumerang. Odpowiedź i beneficjenci dalej ci sami – Cameron, Hollande, Merkel.

Kto przeforsuje reformy korzystne dla siebie? „Kampania wyborcza” już się zaczęła, a od razu pojawił się problem – czynne prawo wyborcze mają tylko 3, zamiast 28 państw.

Gra o reformy to już nawet nie gra pozorów, jak to do tej pory często bywało. Jest trzech dyrygentów, a państwa mogą sobie wybrać, do którego zespołu chcą należeć. Cała Europa z podnieceniem oczekuje jesiennego szczytu, na którym mają odbywać się dyskusję dotyczące reform. Zapowiada się bardzo ciekawie, górnolotnie, przełomowo. Za fasadą długich i burzliwych negocjacji będzie jednak można dostrzec jeden bardzo istotny fakt – przysłowiowy „pic na wodę”, którym są całe te negocjacje. Skąd tak ostra retoryka, kiedy do jesieni jeszcze bardzo dużo czasu? Otóż „kampania wyborcza” już się zaczęła, a od razu pojawił się mały problem – czynne prawo wyborcze mają tylko 3, zamiast 28 państw.

Nie kwestionuje wkładu wyżej wymienionego tercetu w rozwój integracji. Nie wątpię również w międzynarodowe znaczenie tych państw, które na tle reszty unijnego gremium zdecydowanie się wyróżnia. Sprawa tym razem nie dotyczy jednak ich doraźnych interesów, a całej wspólnoty. Tylko że nie wszyscy traktują tę kwestie w ten sposób. Teoretycznie robią to wszyscy, ale praktycznie chodzi przede wszystkim o korzyści dla wymienionych trzech państw. Korzyści, które ubrane są w piękne słowa o potrzebie zmiany dla korzyści ogółu.

Oczywiście nie wykluczam sanacyjnego charakteru potencjalnych reform. Jednak w to, że mają one przynieść przede wszystkim doraźne korzyści dla tercetu, wierzę bezgranicznie. W przekonaniu utrzymuje mnie premier Wielkiej Brytanii, który wprost mówi, że chce wynegocjować korzystniejsze warunki członkostwa, a potem wysyła w podróż po europejskich stolicach jednego ze swoich ministrów. Cel wizyty chyba oczywisty.

Sprawiedliwym byłoby, aby każde państwo miało możliwość zaproponować swój pomysł na Unię. Skoro fizycznie nie ma takiej możliwości, to w takim wypadku żadne państwo nie powinno tego robić. W końcu jesteśmy solidarni, chcemy współpracować dla wspólnego dobra. Jeśli UE faktycznie opierałaby się na takich ideach, to powołano by niezależną grupę ekspercką, która zajęłaby się kwestią reform. Pod kątem potrzeb wspólnoty, a nie doraźnych interesów konkretnych państw.

Na pytanie zawarte w tytule można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Reform potrzebują wszyscy – to oczywiste. Większość jednak będzie musiała się dopasować do muzyki, jaką zagrają Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Tylko te państwa mają możliwość forsowania swoich pomysłów i skrzętnie z tej szansy korzystają. Wychodzi więc, że to właśnie te państwa najbardziej tej reformy potrzebują. Choć akurat w tym przypadku lepiej pasuje określenie „łakną”. Gdyż państwa te nie potrzebują zmiany, a łakną korzyści, jakie może im dać Unia Europejska.


Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy