K
Bartłomiej Zając
06.09.2015
Gdzie narodzi się reforma UE?

Dokąd zmierza Unia?

Potrzeba reformy Unii nieodzownie wiąże się z uwypukleniem różnych interesów, wzajemnych sprzeczności czy pomysłów. Krzyczeć może jednak każdy – pociągnąć za przysłowiowy sznurek, mogą tylko nieliczni.

W przypadku Europy jest to tercet, który ciągnie za sobą całą wspólnotę, jednocześnie tworząc ją według swoich potrzeb. Mowa oczywiście o Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Hegemoni na Starym Kontynencie już od XVII wieku, którzy cały czas utrzymują swoją pozycję w europejskiej hierarchii. Nie zapowiada się, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić, dlatego właśnie między tą trójką rozegra się potyczka o kształt nowej Europy. Wciąż nie wiemy, czy dostaniemy zmianę w wydaniu ewolucyjnym, czy rewolucyjnym, co jednak pewne to fakt, że żadne z państw łatwo nie zrezygnuje ze swoich postulatów.

Cameron katalizatorem
Mówi się, że to kryzys grecki zapoczątkował całą spirale zmian, jednak nie wolno przy tej okazji nie wspomnieć o premierze Wielkiej Brytanii. Otóż właśnie David Cameron i polityka Brexitu przez niego zapoczątkowana była największym katalizatorem reformatorskiego lobby w Europie. To właśnie Anglik jako pierwszy postulował potrzebę zmian, reszta natomiast w świetle kryzysu greckiego podłapała ten temat i aktualnie nie schodzi on z ust polityków i dziennikarzy w całej Europie.

Dla Niemiec słowo „reforma” znaczy tyle, co dalsza integracja i jedynie kosmetyczne zmiany, które miałyby utrwalić ich nieformalne przywództwo w UE.

Brytyjczycy chcą zaserwować nam zmianę w wydaniu zdecydowanie ewolucyjnym, poprzez zmiany w traktatach założycielskich i renegocjacje umowy członkowskiej. Chodzi przede wszystkim o ograniczenie dostępu imigrantów do Zjednoczonego Królestwa i redukcję uprawnień socjalnych dla obywateli UE, którzy mieszkają na Wyspach. Wielka Brytania już od lat 50. sprzeciwiała się szeroko zakrojonej ponadnarodowej współpracy, dlatego przy okazji chce zwiększenia roli parlamentów narodowych.

David Cameron prowadzi bardzo stanowczą politykę w kwestii reform, od których uzależnia szekspirowskie „być albo nie być” dla Wielkiej Brytanii w UE. Premier zdaje sobie sprawę, jak ważnym partnerem jest dla Europy jego kraj i chce to w jak największym stopniu wykorzystać dla państwowej racji stanu. Polityka godna męża stanu, wszak metody trochę niedżentelmeńskie.

Jeśli mowa o Zjednoczonym Królestwie, warto przytoczyć opinię analityków z Ośrodka Analiz Strategicznych, którzy uważają, że ogólnikowość i nieokreśloność w propozycjach Camerona świadczy o tym, że nie ma on żądnego konkretnego pomysłu na reformę wspólnoty, a chce jedynie wzmocnić swoje pozycje w negocjacjach na temat ograniczenia praw imigrantów, które są dla niego kluczową kwestią. W tym kontekście słowa Davida Camerona, który mówił, że „mamy różne priorytety, ale wspólny cel, jakim jest znalezienie rozwiązań dla tych problemów”, nabierają nowego, diametralnie innego znaczenia.

Unia polityczna?
Dla Francois’a Hollande’a reforma Unii była już jednym z kluczowych tematów podczas kampanii prezydenckiej w 2010 r. Chciał on zreformować Europejski Bank Centralny, który miałby zajmować się nie tylko polityką fiskalną, ale również wspieraniem wzrostu gospodarczego. Pięć lat, jakie minęło od tamtego czasu, pozwoliło na krystalizację pomysłów w Pałacu Elizejskim. Główny postulat to własny rząd strefy euro, co pojawiło się już za kadencji jego poprzednika – Nicolasa Sakrozy’ego. Wtedy temat ten upadł wobec obaw o podziale na Europę dwóch prędkości. Teraz jednak, kiedy z wielkim trudem opanowano kryzys grecki, pomysł może wydawać się niezwykle rozsądny. W końcu lepiej odciąć gałąź, nic wyciąć całe drzewo.

Prezydent Francji zaproponował również finansowanie krajów Eurolandu z osobnego budżetu, który byłby zasilany przez podatek wpłacany przez państwa strefy euro. Ten pomysł został ostro skrytykowany przez Niemcy, które uważają, ze doprowadzi on do finansowania krajów biedniejszych przez bogatsze. Dziwić może opór Niemców w tej kwestii. W końcu państwo to od lat finansuje Grecję. Pożyczkami tego nie można nazwać, skoro chyba już nikt w Berlinie nie łudzi się, że uda się te pieniądze odzyskać.

Co może wydać się zaskakujące, prym w Niemczech wiedzie nie kanclerz Merkel, a minister finansów Wolfgang Schaeuble. Nie jest to jednak zwykły minister czy polityk. Człowiek o wielkim autorytecie, który w Bundestagu zasiada od 1972 r. Z Merkel nie zgadzał się wielokrotnie przy okazji kryzysu w Grecji, za co większość ministrów wyleciałaby z rządu. On jednak dalej jest ministrem, a jego postulaty w sprawie unijnej reformy, śmiało można uznać za oficjalną linię polityki rządowej.

Za kluczowy postulat można uznać rozdzielenie tradycyjnych zadań KE, która ma stać na straży przestrzegania unijnych traktatów, od jej coraz aktywniejszej działalności politycznej. Co więcej, chciałby on powierzyć część nadzoru nad wspólnotą niezależnym instytucjom – chodzi tu m.in. o przestrzeganie zasad konkurencji i wolnego rynku. Całość projektu reform podsumowuje dążeniem do unii politycznej i zrezygnowaniem w większym stopniu z suwerenności przez państwa członkowskie. Właśnie na tym postulacie spoczywa środek ciężkości całej niemieckiej propozycji. Chodzi tu nie tylko o popieranie przez Niemcy pogłębienia integracji (co zresztą robią od lat), ale również o próbę wzmocnienia pozycji Unii Europejskiej jako geopolitycznego tworu o statusie globalnego mocarstwa.

Z dużej chmury…
W najbliższym czasie można się spodziewać kolejnych propozycji, gdyż do tej pory wciąż nie wiele się ukazało, i nie wróży to wspólnocie świetlanej przyszłości i nowego rozdziału w jej historii. Dla Niemiec słowo „reforma” znaczy tyle, co dalsza integracja i jedynie kosmetyczne zmiany, które miałyby utrwalić ich nieformalne przywództwo w UE. Dla Brytyjczyków obecny format współpracy jest korzystny, a to co im się nie podoba – czyli kwestia imigracyjna – chcą zmienić według swojej myśli. Francuzi natomiast zapominają, ze Unia to nie tylko państwa Eurogrupy, wokół których kręcą się ich postulaty, ale również inne, które mają korzystać z korzyści płynących z członkostwa w UE w tym samym stopniu jak państwa, które przyjęły wspólną walutę.

Doniosłe zapowiedzi, liczne pomysły i towarzyszące im dyplomatyczne wizyty na najwyższym szczeblu. Tak do tej pory kształtowała się gra o reformy, która będzie szła tą samą ścieżką do unijnego szczytu, na którym kwestia ta zostanie ostatecznie poruszona. Nasze oczekiwania rosną i wobec ciężkiego okresu europejskiej integracji spodziewamy się otwarcia nowego jej rozdziału. Patrząc jednak na owoce tej dyskusji i chcąc je w jakiś sposób podsumować, na myśl przychodzi tylko jedno określenie – z dużej chmury mały deszcz.

Chciałbym jednak, żeby na koniec okazało się, że metafora ta nie była poprawnie dobrana.


Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

Zostaw odpowiedź

Wraz z treścią komentarza będzie widoczny adres IP, z którego go wysyłasz.

Encyklopedia
  • Europejski Obszar Gospodarczy (EOG) to porozumienie, na mocy którego utworzono strefę wolnego handlu i Wolny Rynek na terenie państw Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).
  • Traktat o Unii Europejskiej (TUE) to umowa międzynarodowa, wiążąca obecnie 28 państw europejskich , stanowiąca, obok Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), podstawę prawną dla powstania i funkcjonowania Unii Europejskiej. Artykuł 50 reguluje wystąpienie kraju z UE.
  • Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) to jeden z elementów współpracy w ramach Unii Europejskiej, mający na celu ustanowienie wspólnej waluty – euro, przeniesienie polityki pieniężnej na szczebel wspólnotowy oraz dążenie do jednolitej polityki gospodarczej.
Warto przeczytać
Współpraca
Partnerzy